• Maja Gajewska

Wrocławskie impresje.


Mamy rok 2022.

Jest wczesna wiosna, która jak wiedzą wtajemniczeni,"...jest krasnalem naszych dni". Na Bandcampie pojawia się debiutancki album Nacht und Nebel. Możemy potraktować to jako cyfrową reedycję wydanej w 2004 płyty. Czasy determinują format muzyki i dzisiaj, wydawnictwo fizyczne jest niestety najczęściej wypadkową fanaberii zespołu i masochizmu wydawcy. Jest to oczywiście moje osobiste użalanie się nad zapaścią fonografii, bo chciałabym umieć wyzwolić u wszystkich melomanów chęć posiadania nośników fizycznych, z racji, że takowe są w dalszym ciągu dostępne. Wspominam o tym głównie przez wzgląd na przepastną książeczkę dołączoną do CD, zawierającą kolaż fotografii zespołu. A wszyscy, którzy pamiętają Nacht und Nebel z dawnych czasów, wiedzą doskonale, że to zawsze była grupa, dla której część wizualna liczyła się tak jak samo jak dźwięki.


Swoje występy urozmaicali wizualizacjami, odpowiednio się ubierali, co budziło niekiedy sporo kontrowersji, byli też prekursorami w kwestii strony internetowej. Co do wartości samej muzyki po latach mogę być nieobiektywna. Jako, swego czasu, częsty bywalec koncertów zespołu, mogę oceniać wszystko przez pryzmat nostalgii, ale jedno jest pewne - debiut NuN jest doskonałą pamiątką po latach prymarnych XXI wieku, czasach, kiedy młodzież wchodząca wówczas w dorosłość, okrzepnąwszy po okresie transformacji i barwnych latach 90-tych, żyła w kraju będącym w przededniu wstąpienia do UE. Takich osobników ochrzczono mianem pokolenia 1200 brutto.



Doskonale pamiętam, ten mocno schizoidalny czas, kiedy niby większość z nas miała na koncie dyplom ukończenia wyższych uczelni, również mentalnie nie mieliśmy kompleksów przed rówieśnikami z Anglii czy Niemiec, a jednocześnie byliśmy świadomi własnych, dość przyziemnych ograniczeń, wynikających z faktu, że za ówczesną pensję mogliśmy kupić trzy pary butów lub w porywach kilkanaście T-shirtów. Gwoli sprawiedliwości dodam, że nie chodzi o tekstylia made in China. Wykonywaliśmy krok między przaśnością, a normalnością. Żeby debiut Nacht und Nebel mógł się ukazać, jeden z jego członków podjął się wyjazdu zarobkowego do pracy fizycznej w lepszej części Europy. Z autopsji przytoczę półlegalny, kilkumiesięczny pobyt w Anglii, którego celem były funty na zakup aparatu fotograficznego.



Taka oto była rzeczywistość i możliwości aspirujących wrocławskich artystów początku nowego milenium, czyli de facto dalej bytowo tkwiliśmy w latach 90-tych, ale wszystko wokół okraszone było lepszym PR'em. Wszystkich mających ochotę poznać lub przypomnieć sobie realia tamtych czasów odsyłam do książki, której tytuł "Zmiany światła", autorka Olga Jaworska (aktualnie Gitkiewicz), zapożyczyła właśnie z twórczości Nacht und Nebel. Warto zaznaczyć, że jeden z bohaterów książki - Ptasznik, to tak naprawdę Bartek Skowroński - lider Opery Bezgłowych, twórca festiwalu Fatamorgana, mającego w zamyśle scalić wrocławską scenę alternatywną pierwszej dekady XXI wieku. Sam festiwal, to temat na odrębny artykuł, natomiast w tym miejscu wspominam ów wątek dlatego, że płyta NuN to pierwsze wydawnictwo środowiska Fatamorgany. Dopiero kilka lat potem pojawiły się krążki Bete Noire, Psychoformaliny, czy Lili Marlene.



A teraz o samej muzyce.

Jak to często z debiutami bywa, płyta po latach broni się szczerością. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak wyświechtany slogan, ale wspomniana szczerość jest tutaj kluczowa. Zespół nie udaje nikogo, tworzy rozpoznawalną, własną jakość, pomimo wielości zapożyczeń. Muzyka "Nebli" tworzy pomosty i wypełnia przestrzenie pomiędzy brytyjskim cold wave, okołojarocinskim punkiem, muzyką zespołów krajowej estrady lat 80-tych i indierockiem. Znajdziemy tu wpływy Joy Division, KSU, Lady Pank, czy CKOD. Pierwszy rzut oka na wymienione nazwy i nic tu nie gra, a wystarczy posłuchać Nacht und Nebel, by przekonać się, jak bezboleśnie można połączyć wspomniane cztery bieguny.

Płyta podzielona jest na dwie części. W pierwszej wokalnie udziela się Dominik Pędziwol, w drugiej Tomasz Kulik. I nie ma tu mowy o niespójności, jest to uczciwy obraz tego, co zespół prezentował na koncertach, gdzie w połowie setu gitarzysta i perkusista zamieniali się rolami. Finał albumu stanowi utwór PN, zazwyczaj kończący set live, będący w swoim finale swoistą symfonią chaosu i sprzężeń. Możliwe, że to najmocniejszy punkt płyty, choć takie utwory jak Sundial i Syntax Error po latach również bronią się doskonale i w dalszym ciągu można traktować je jako reprezentatywne dla Nacht und Nebel. Dla słuchaczy bardziej nostalgicznych i najlepiej dodatkowo związanych z Wrocławiem mogą stanowić kapsułę czasu AD 2004.



MG + AG



https://www.facebook.com/nunebel


https://dowody.com/autor/olga-gitkiewicz/


96 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
  • png-clipart-shopping-cart-software-computer-icons-shopping-cart-text-shopping-centre
  • Facebook - Czarny Krąg
  • Instagram - Czarny Krąg
  • png-clipart-web-development-computer-icons-world-wide-web-web-design-symmetry-thumbnail